Polska „sierota” za granicą

Pół roku temu przyszedł do mnie zięciu prosząc o poradę. Spełniam funkcję ojca sieroty (jego rodzice zginęli w wypadku) aaa, ponieważ jest mężem mojej córki, więc – cóż było robić. Wysłuchałem jego wszystkich żalów. Otóż dowiedziałem się, że w Polsce jest tak niedobrze, że musi wyjechać za chlebem. Czyli …wyjechać za granicę i takie tam, różne. W pewnej chwili nawet miałem odruchy wymiotne, ponieważ nie wiedziałem, że u nas jest aż tak źle. Powiedziałem tak: nie byłeś w wojsku to może tam się czegoś nauczysz a może i rzeczywiście trochę grosza przywieziesz, więc….nie ma na co czekać. Jedź. No tak?! W owej chwili nie widziałem, jakie konsekwencje poniosę mojej aprobaty. Dziwicie się?! Sam również byłem zdziwiony.

Minął miesiąc od jego wyjazdu, ale cała rodzina była na bieżąco, ponieważ zięciuniu wziął ze sobą kompa i GG. Wiecie …taki młodzieżowy niezbędnik. Wszystko szło fajnie, ponieważ na miejscu poznał Polaków, którzy mając tam firmę zatrudniali rodzimych obcokrajowców. Zięciu glazurnik, fachowiec (teraz żałuje, że nie został hydraulikiem) pracował po 10/12 godzin, lecz po miesiącu, gdy skończyły się zapasy finansowe poprosił o zaliczkę, aby móc żyć dalej. Okazało się, że nie jest tak łatwo, ponieważ firma przyjmując zlecenie otrzyma pieniądze dopiero po jej wykonaniu. Więc ?? otrzyma kasę za jakieś dwa miesiące, ponieważ „robota” była bardzo duża. Dla mnie to były mętne wyjaśnienia, więc wkroczyłem do akcji tłumacząc „młodemu” że nie jest to możliwe ponieważ tam gdzie jest w zasadzie kasę otrzymuje się po tygodniu więc…. Okazało się że jestem stary i głupi (takie odniosłem wrażenie jak na mnie siadła reszta rodziny)  i nie powinienem się wtrącać. Polak Polaka nie będzie rąbał powiedziała moja „stara” więc się wyłączyłem z rozmowy. Niestety miałem rację, ponieważ zatrudnienie było tylko fikcją i gdy po jakimś czasie polska sierota upomniała się ponownie o pieniądze został wywalony na „pysk” z kwatery i roboty również. Córka w płacz. Żona jak zwykle (a nie mówiłam) i jeszcze (sam go do wyjazdu namawiałeś). Jaaaa!!! Co się okazało? Oczywiste jest to, że jestem stary i głupi, ponieważ mogłem się nie wtrącać a decyzję powinien podjąć dorosły już (24 lata) mężczyzna a wówczas to on za to by zapłacił. Teraz jako osoba winna (czyli ja) powinienem pojechać (raczej polecieć) i przywieść nieszczęśnika bo zdechnie tam z głodu. Notabene przypomniałem sobie wówczas, co mówił mi „młody” wcześniej. Mówił mi, że jak tutaj zostanie to z pewnością zdechnie z głodu, więc już się pogubiłem gdzie rzeczywiście z tego głodu zdechnąć można. Poleciałem wiec, aby na miejscu się przekonać. Zaraz zaraz. Tak naprawdę to zostałem do tego zmuszony przez zniewalającą psychiczną manipulację niepełnej wówczas rodziny, która obarczała mnie winą za niepowodzenia „młodego” Dzisiaj przesiewając neta dowiedziałem się, że była to psychomanipulacja. Piszę młodego, ponieważ powiedziałem mu, że od tej pory tak będę go nazywał, ponieważ jak dorośnie to zostanie zięciem. Poleciałem i zobaczyłem, co się tam dzieje. Okazało się, że takich „polaczków” jest więcej niż jeden. Gdybym przyleciał własnym samolotem transportowym to mógłbym za „frajer” przywieść młodych i zdolnych do kraju, ponieważ oni nie mają, za co wrócić z powrotem. Hm …. kiedyś jak się poszło do ambasady polskiej gdy zostało się okradzionym na obczyźnie to można było otrzymać bilet zwrotny do kraju, za który należało zapłacić na miejscu. Obecnie nie ma czegoś takiego (sam się dowiadywałem) ponieważ kobieta z miłym uśmiechem oznajmiła mi że przecież każdy z nich ma swoje rodziny które mogą zrobić to co ja zrobiłem. No tak?! Podliczając całą podróż z jedzeniem to wyszło mi bagatelka 1600 zeta. Ci, co wyjeżdżają nie mają kasy, dlatego właśnie wyjeżdżają, więc nie sądzę ….. a może takie wyjazdy za pracą są dla bogatych tak jak kredyty bankowe. Tylko w takim razie, po co by tam wyjeżdżali bogaci.

Wczoraj pytam młodego? Czego się nauczyłeś będąc na opczyżnie.

Na Polaków nie można liczyć!! Wystrzelił niczym z karabinu maszynowego.

Hm….w takim razie będziesz musiał tam polecieć znowu – powiedziałem ubawiony.

Po co?!

Otóż „młody” to, że na Polaków nie można liczyć to wiadomo było już w kraju. Tam miałeś się dowiedzieć, że ….. wszędzie jest dobrze gdzie nas nie ma ale…..w domu jest najlepiej.

To, kiedy lecisz………………?

Przyrzekam, że następnym razem koniecznie będzie o kotach i zabobonach. Teraz niestety zostałem wytrącony z normalnego funkcjonowania poprzez polityczno rodzinne wydarzenia. Ale… dzięki temu dowiedziałem się, że psychomanimulacja (ciężkie słowo) jest wszechobecna. Ile to człowiek za życia musi się jeszcze nauczyć.

M.R

Reklamy

13 Komentarzy

  1. Smutne to, lecz niestety prawdziwe. Powiedzenie – Polak polakowi wilkiem, pasuje tu chyba najlepiej.
    Psychomanipulacja to słowo ciężkie, ale i prawdziwe, bo gdzież jej teraz nie ma?
    Jest wszędzie, tak jak otaczające nas powietrze, bez którego nie potrafimy żyć.
    A zięcia trzeba było tam pozostawić, niechby uczył się życie poprzez osobiste doświadczenia, które są najlepszym nauczycielem. Gdyby „zdechł” tam z głodu, świadczyłoby to, że do życia się nie nadaje. Lecz w tę opcję nie wierzę, gdyż człowiek przyparty do muru, szybko znajduje receptę na swoją chorobę.

    • Wiesz jak to jest Jakubie. Gdybym nie pojechał to ja sam bym „zdechł” we własnym domu bo rodzina by mi żyć nie dała. Z drugiej jednak strony młody dostał lekcję więc nie ma się nad nim co znęcać. Teraz będzie szanował swoją pracy jak nigdy do tej pory. Widać że niektórzy muszą przeżyć kąpiel w zimnej wodzie aby otrzeźwieć i wziąć się do pracy. Jest jeszcze jedno. Otóż nie będzie mi teraz gadał że gdzieś tam za górami i lasami jest lepiej niż tutaj. Zauważyłem że bardzo często mówi się że gdzieś tam jest lepiej, inaczej a pieniądze leżą na ulicy. Albo – trawa zawsze jest zieleńsza u sąsiada 🙂

  2. Trafne spostrzeżenia. Takich naciąganych na pracę Polaków jest bardzo dużo. Co gorsza tak jak pan napisał są to sieroty nie dlatego że nie mają ojca ani matki tylko nie mają ojczyzny która by ich chciała, żywiła i dawała pracę. To są właśnie Polskie sieroty porzucone, którym się mówi „radźcie sobie sami” ale jakby co to nie zapomnijcie że jesteście rodakami i każdy głos się liczy gdy nadejdą wybory.

  3. Wyjazdy za granicę w poszukiwaniu szczęścia i pieniędzy pokazują, jacy jesteśmy „marni” Pokazuje również, jakie jest nasze państwo nieświeże i zapyziałe. Czy Anglicy przylatują do nas szukać pracy lub biedni Amerykanie koczują na ulicy, bo ich nie stać na hotel lub na mieszkanie? Oczywiście, że nie a to, dlatego że ich nie jest stać nawet na przelot samolotem i doprawdy celna uwaga wciśnięta w króciutki teks. Dla kogo są wyjazdy i kredyty? Dla ludzi biednych czy bogatych?? Otóż to.

  4. Wiecie co, nie nadużywajcie słowa sierota, bo czuję się trochę nieswojo jako prawdziwy sierota. Oczywiście, że lekcja ta była mu bardzo potrzebna i oby tylko wyciągnął z niej właściwe wnioski.
    Co do tych za granicą, co to tylko są potrzebni do głosowania. A kto u licha zabrania im teraz rozliczyć tego, który do nich pojechał, obiecując złote góry?
    Też swego czasu byłem za granicą, przez trzy miesiące pracowałem prawie za darmo, lecz jakoś sobie radziłem, i z lekcji tej wyciągnąłem właściwe wnioski.
    Smutna to prawda, że rodak rodaka tak traktuje na obczyźnie, choć u nas w kraju też nie jest lepiej.

    • Nie ma sprawy. O sierotach już nie będzie bo doprawdy ich nie ma. Nasza ojczyzna jest naszą matką a prezydent ojcem więc powinniśmy to słowo wykreślić ze słownika.

  5. Tu się z Tobą zgadzam. Szkoda tylko, że ta matka i ten ojciec są jacyś nie dzisiejsi, że są ślepi, głusi a na dodatek głupi.

    • Wiesz jak to jest Jakubie. Matka Polka jest naszą żywicielką a ojciec – cóż. Zbiera leprze kęsy i idzie do domu a dopiero później są do podziału wybrani, mniej wybrani i zwykli śmiertelnicy. Ci zwykli jak o siebie sami nie zadbają to nic nie mają, dlatego wybijają się spośród tych zwykłych tylko tacy, co ten mechanizm zrozumieją i zadbają sami o siebie. Istnieje wciąż dogmat „nam się należy” Przecież to nie jest „komuna”. Należy się tylko to, za co się zapłaci i to też niekoniecznie.

  6. Wyjeżdżający sami z siebie robią się sieroty. Nie mogę zrozumieć jednego. W Polsce jak mają pracować więcej niż osiem godzin to krzyk podnosi się, że jest wyzysk. Za granicą jak pracują po 12 godzin to wszystko jest w porządku i tak trzeba. W obecnym kryzysie coraz więcej Polaków wraca z wojaży i co? Mają pretensję, że jest tak jak jest. Czyżby pod ich nieobecność wszystko samo miało się zmienić?

  7. Moja córka wyjechała z Polski i jest jej bardzo dobrze tam gdzie jest i nie zamierza wracać. Nieudacznicy życiowi lub ludzie po podstawówce nie mają tam, czego szukać i jak wyjadą to zaraz wracają z wielkim płaczem. To nie te czasy. Obecnie liczy się wykształcenie a nie tylko dobre gadane. Sam pan przecież widzi, że ci, co tylko dobrze gadają kończą na gadaniu i nic z tego nie wynika. Pozostaje jeszcze wychowanie, ponieważ jak do tej pory wszyscy tylko wymagają i psioczą na to, że rząd nic nie robi. Mam takie pytanie dla takich płaczących. Co oni sami dla siebie zrobiliby było lepiej? „Bo mi się należy??” Komu się należy i za co.

    • Pani Marto osoby wykształcone są poszukiwane za granicą i są dobrze wynagradzane to fakt. Wydaje się jednak że brak pracy lub pogoń za pieniądzem nie jest najważniejsze dla ‚uciekających” Dla mnie to brak stabilności i ciągłe zmiany powodują że zaczyna się szukać miejsca spokojniejszego. Takiego gdzie z dnia na dzień nie wyrzucą człowieka z pracy lub gdzie indziej są lepsze perspektywy rozwoju i wychowywania dzieci. Dlatego właśnie młodzi wyjeżdżają ponieważ myślą o swojej przyszłości której jest tutaj brak.

  8. Lekko parsknąłem gdy czytałem ten artykuł. No niestety, fajnie pojechać za granicę, zjeść śledzika i pokurwiać, za przeproszeniem, na angoli. Tylko takie historie jak ta są całkiem częste. Ja sam pojechałem tam rok temu, znalazłem pracę, miejscowi Polacy od razu mnie wyśmiali, że mnie wyrzucą po dniu a pracowałem tam miesiąc a gdy musiałem odejść to szef, irlandczyk, powiedział, że szkoda, bo rzadko się trafia uczciwy pracownik. A wystarczyło mówić dzieńdobry, nie przeklinać za jego plecami (bo anglicy już dobrze wiedzą co znaczy nasze „ch*j ci…”) i dobrze odwalać robotę, imho łatwą, tylko męczącą. No nic, szkoda tylko, że presja rodziny była tak silna, bo w wieku 24 lat powinien być może trochę bardziej ostrożny?

    • Jedynie to mnie cieszy ze obecną robotę szanuję jak nigdy do tej pory. Być może dobrze jest tam wysłać niektórych którzy tak bardzo są niezadowoleni z obecnej. A`może… nawet kogoś z rządu ale nie do agitacji przedwyborczej ale do pracy przez miesiąc na 12h.


Comments RSS TrackBack Identifier URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s