Racjonalizm osobisty

Autorem artykułu jest Nikodem Marszałek

Postawa wykorzystująca w głównej mierze mózg oraz wszystkie poboczne zmysły pozwala nam normalnie funkcjonować w świecie. Ludzkość zatem odkrywa, ulepsza, tworzy i projektuje zgodnie z obowiązującymi zasadami różnych nauk takich jak: matematyka, fizyka, chemia..

Słowniki przedstawiają nam słowo racjonalizm jako postawę polegającą na porządkowaniu i poddawaniu logicznej krytyce docierających do nas wiadomości i odrzucenie tych, które zaprzeczają znanym faktom lub logice. Istnieje wiele typów racjonalizmu np. filozoficzny zakłada możliwość poznania prawdy z użyciem samego rozumu, negując rolę innych sposobów poznania: danych zmysłowych, doświadczenia, intuicji.

Idee
Postawa wykorzystująca w głównej mierze mózg oraz wszystkie poboczne zmysły pozwala nam normalnie funkcjonować w świecie. Ludzkość zatem odkrywa, ulepsza, tworzy i projektuje zgodnie z obowiązującymi zasadami różnych nauk takich jak: matematyka, fizyka, chemia, biologia, inżynieria, mechanika, elektryka. Nikt nie kwestionuje zasad chyba, że dotyczy to ewolucji w myśleniu. Znajduję się zatem ochotnik, który swoim poznaniem, a raczej zamysłem wykracza daleko w przyszłość. Jego znajomi czasem najwybitniejsi naukowcy na świecie – podrzucają mu kłody, szydząc z odkryć, bojąc się czego?

Domykanie
Wentylem bezpieczeństwa w różnego rodzaju badaniach jest zamknięcie się na tzw. pole niemożliwości. Ludzie zatem mówią: Jeszcze nie możemy o tym mówić, badania końcowe nie potwierdzają tych doniesień, nigdy o tym nie słyszałem proszę o podstawowe źródła tych rewelacji. Jednak gdy badania odnoszą sukces, potwierdzają się wszystkie poprzednie przesłanki i należy zmienić globalne myślenie – następuje wielki trzask. Nawet mając wyliczenia, badania, podpisy profesorów i inżynierów – człowiek potrafi odrzucić przesłanie nazywając go nadal „konceptem”, „wymysłem autora”, „chorobą psychiczną”, „kupionym odkryciem”.

Kroczki
Przenosząc nasze myślenie na plan kompletnie oderwany od badań naukowych widzę siebie jako małego chłopca, który z pod poduszki wyciąga książki z zakresu duchowości. Czytałem teozoficzne i antropozoiczne rewelację kompletnie ich nie rozumiejąc. Traktowałem wówczas owe książki jako snute wizję pomylonych autorów – chociaż część mnie chciała, aby wiedza przedstawiana, podejście, temperament, opisy światów i bytów były choć trochę prawdziwe.

Mój umysł zakleszczony, wyuczony przez lata pracy na opisywaniu świata widzianego, nieświadomie blokował mnie na coś – jak się potem okazało – naturalnego i normalnego. Kilka lat później zacząłem pamiętać wszystkie swoje sny, uczestniczyć w nich jako twórca i pan siebie. Kolejny etap to ogromny smutek i zaskoczenie, bo co noc budziłem się i zamiast pamiętać sen, brać w nim udział to wciągał mnie czarny wir. Krzyczałem: jeszcze chce żyć, pomocy, nawet modlitwy odprawiałem podświadomie. Gdy tylko mogłem dzwoniłem, pytałem, konsultowałem się z najprzeróżniejszymi profesjami od psychologów, lekarzy, neurologów, psychiatrów, a kończąc na księżach. Odpowiedzi były proste: przemęczenie, stres, bierz pigułki, idź na spowiedź. Stosowałem się oczywiście do zaleceń specjalistów, lecz nieświadomy wtedy dla mnie proces przestał się pojawiać. Dlaczego? Wyrzuciłem wszystkie książki za zakresu duchowości skupiając całą swoją energię na logice i możliwościach zbadanych przez naukę – co jest możliwe dla naszego ciała, a co nie jest. Więc jeśli nauka mówi, że ja halucynuje – to zgadzam się z tym.

Kroki
Zacząłem bezwzględnie niszczyć wszystko co przedstawiało świat duchowy, ezoteryczny. Byłem wściekły nie wiedząc dokładnie na co i na kogo. Polemizowałem jak twardy racjonalista z osobami zajmującymi się duchowością, religią czy innymi niemożliwymi do zbadania rzeczami. Cały czas próbując zrozumieć w jaki sposób można opisywać, mówić, emocjonować się rzeczami nie mającymi logicznych przesłanek. Po kolejnym roku walk odstąpiłem od mojego nowego przydomku „wyrwidęba” i skupiłem się na rozwijaniu własnych cech psychicznych. Chciałem za wszelką cenę podnieść swój poziom inteligencji, wiedzy, rozumienia świata – zatem nowymi partiami książek były lektury bardziej ambitne czyli filozofia i psychologia.

Przebudzenie
Chociaż na tamten czas przeczytałem spokojnie ponad tysiąc lektur, to tak jakby nie odniosło to wielkiego skutku. Dlaczego? Nadal byłem zamknięty, bo wybierałem z tekstu pisanego, czytanego, słuchanego pewne różne myśli, idee które na dany dzień mi pasowały. Dopasowywałem puzzle wiedzy do mojej osobistej układanki. Minęło kolejne parę lat i perturbację życiowe doprowadziły mnie do napisania w 2005 roku dwóch książek, który przedstawiły mnie w nowy sposób – żywy, energiczny i prosty. Myślę, że w głównej mierze zawdzięczam swój sukces „prostocie pisania i przekazywania” wiedzy. Wtedy też zrozumiałem, że droga intelektu, oczytania, zdobywania prestiżowej wiedzy jest tylko kroplą w morzu mądrości.

Długo już na ten czas nie polemizowałem z innym nurtami myślenia, a nawet faworyzowałem religię chrześcijańską w swoich publikacjach. W roku 2007 zostałem zaproszony przez moich wydawców do wygłoszenia publicznej przemowy. Miałem dosyć duże opory, bo już wtedy zacząłem projekt pt. „Sekretna moc”, który finalnie przerodził się w seminarium pt. „Siedem prostych zasad przyciągania”. Email za emailem i w końcu zgodziłem się poprowadzić krótką przemowę. Spotkałem się z wydawcami, promotorami i nagle podeszła do mnie pewna kobieta mówiąc: Ma pan górne czakramy bardzo mocno pootwierane, pana następne książki raczej nie będą już takie same… Co pani do mnie mówi – odrzekłem – to znaczy wiem o czym pani mówi, ale o co chodzi? To tak jakby jakiś znajomy podszedł do Ciebie i powiedział: O jakim jesteś fajnym aniołem, co robisz tutaj na Ziemi? Osobiście słuchałem kilka minut monologu owej kobiety, po czym usiadłem na krześle jakby oszołomiony. Ludzie chcieli zrobić sobie zdjęcie, stos książek do podpisania, zaraz przemowa – a Ja siedziałem z otwartą buzią. Zadałem wtedy sobie pytanie: Czy dlatego tutaj przyjechałem? Wychodząc na scenę i trzymając mikrofon widziałem tylko oczy tej kobiety i mój wewnętrzny szok, że można tyle wiedzieć o człowieku – widząc go pierwszy raz. Podniosłem oczy i oglądając wypełnioną po brzegi salę, nie mogłem z siebie wydusić słowa, bo wewnętrznie była nowa melodia: Nie jestem tym za kogo mnie uważacie, wiem kim jestem i co mam teraz zrobić, przepraszam was bardzo.

A co jeśli….
Po powrocie do domu miałem ponownie setki lektur na kolonach, wydruki, książki internetowe, publikacje czyli zacząłem ponowne studia nad duchowością, do której już zaliczałem ezoterykę. Ciągle jednak wewnętrznie chciałem dowodów, bezpośrednich wglądów, a nie tylko cytatów i pięknie napisanych frazesów. Z pomocą przyszedł mi Rudolf Steiner pisząc: „Ktoś, kto w celu wyższego poznania, pogardziwszy pracą myślową, chciałby zwrócić się ku innym siłom w człowieku, nie bierze pod uwagę tego, że myślenie jest właśnie najwyższą ze zdolności, które człowiek posiada w świecie zmysłów. Tak więc komuś, kto pyta: Jak można zdobyć wyższą wiedzę nauki duchowej? – należy odpowiedzieć: Zaznajom się najpierw z tym, co mają do zakomunikowania o tej wiedzy inni. A jeśli ktoś taki odrzeknie: Chcę sam zobaczyć, nie interesuje mnie to, co widzieli inni – wówczas należy mu odpowiedzieć: Właśnie przyswajanie sobie treści relacji innych stanowi pierwszy stopień na drodze ku własnemu poznaniu. Ów ktoś może na to powiedzieć: Wtedy jednak zmuszony będę na razie ślepo uwierzyć. W przypadku takiej relacji nie chodzi jednak o wiarę czy niewiarę, a jedynie o wolne od uprzedzeń przyjęcie tego, o czym się dowiadujemy. Prawdziwy badacz duchowy nigdy nie mówi, oczekując, że spotka się ze ślepą wiarą. Myśli zawsze w ten sposób: to przeżyłem w duchowych obszarach bytu i o przeżyciach tych opowiadam. Wie on jednak również, że jeśli inna osoba przyjmie jego przeżycia, a opowieść o nich przeniknie jej myśli, stanowić to będzie dla niej żywą siłę potrzebną dla rozwoju duchowego”.

Ostatecznym zaskoczeniem było ponowne przeczytanie takich autorów jak: Gurdjieff, Ramtha, Alan Watts, David Spangler, Wassily Kandinsky, Alice Bailey, Edgar Mitchel, Manly Palmer Hall, William Irwin Thompson, Rudolf Steiner, John White, Edgar Cayce, Ken Wilber. Oczywiście samo przeczytanie nie oznacza automatycznie zrozumienia, bo często czytamy – aby przeczytać. Pozostałem z pytaniem: Dlaczego mając siedemnaście lat podszedłem do tych opracowań w taki sposób, że dopiero mając lat dwadzieścia siedem cokolwiek z tego rozumiem?

Rozwój osobisto – duchowy
Odpowiedź na poprzednie pytanie jest bardzo prosta: Rozwój osobisty powinien poprzedzać pierwsze kroki w duchowości. Samo przeczytanie Platona nie uczyni z nas Sokratesa, tak samo jak poznanie autobiografii Freuda znanym i szanowanym psychoanalitykiem. Nasz umysł rośnie na początku zaciekawiony życiem, możliwościami wpływu i zmiany na swoje zachowanie, myślenie. Zapoznaję się zatem z podstawowymi książkami, pracami i opracowaniami dotyczącymi rozwoju osobistego, psychologii. Człowiek nabiera pewności i przekonania co do swojego wewnętrznego „Ja” czuję się coraz to pewniejszy niestety wracamy do pierwszych akapitów tego artykułu. Automatycznie tworzymy i budujemy obraz świata, tego co jest możliwe i dostępne – zamykając się na rzeczy sprzeczne z naszą wewnętrzną wizją świata, człowieka. Ktoś nagle mówi: tyle już zainwestowałem czasu, pieniędzy – nie mogę od tak tego porzucić. Po pierwsze nikt nigdy nikomu nie kazał nic odrzucać i jak pisał Steiner na początku budujesz na kanwie poznania innych ludzi – po prostu zaczynasz ufać. Niestety człowiek raz zaufał, drugi raz zaufał, trzeci, dziesiąty mówiąc – mam dość. Wiele dusz w taki sposób blokuję się na wyjście z poziomu myślenia racjonalno-osobistego, bo nauka przedstawia większe bezpieczeństwo poznania niż np. sprawy duchowe.

Zakończenie
Akceptowanie i rozmyślanie na temat różnych sposobów myślenia, filozofii, aspektów bycia, funkcjonowania człowieka może nam sprawić nie lada problem. Weźmy pod lupę dwie grupy tych samych nastolatków: Jedne grupa zapisuję się do liceum ogólnokształcącego, a druga do technikum. Jaka jest różnica w poziomach nauczania? Może żadna, ale trzeba się zgodzić, że jedna szkoła wypełnia pewien obraz czyli potrzebę człowieka, a druga działa identycznie dodając elementy techniczno – praktyczne. Właśnie tak wyobrażam sobie połączenie rozwoju osobistego z duchowym – jest to jedna fala poznania, praktykowania, poznawania. Jak wiele razy już wspomniałem – przechodzimy etapy rozumienia, odbierania i percepcji. Zdarza się często, że człowiek ukończywszy daną szkołę rezygnuje kompletnie z dalszej nauki albo negatywne doświadczenia powodują chęć kompletnej ucieczki od poznania czegoś innego, czasem nowszego i bardziej rozbudowanego.

Bez intelektu i logiki na nic opisywanie światów subtelnych, na nic badania naukowe czy psychologiczne. Szare komórki, rozum, doświadczenie życia budują nasze poznanie tego co lubię, chcę, wierzę, widzę, akceptuję. Cenna lekcja to spotkanie ludzi otwarcie mówiących o czymś innym niż reszta. Jak wtedy reaguję? Jak odpowiada mój organizm?

Więcej artykułów na stronie autora: Motywacja, Duchowość, Rozwój osobisty

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Reklamy